| PODSUMOWANIE Crocodile Trophy |
| czwartek, 20 listopada 2008 01:24 | |||||||||||||||
Strona 1 z 10 Walka z piachem – tak można podsumować wieloetapowy wyścig Crocodile Trophy w Australii. Tam spoci się każdy. Prędzej czy później zabraknie wody w bidonie. Pośladki będą tak boleć, że nie będzie można usiąść. A skronie będą pulsować przy palącym Słońcu. Mimo to – warto walczyć. Bowiem, Crocodile Trophy to walka z własnymi słabościami, szansa na przeżycie czegoś nowego wśród wariatów i napaleńców kolarskich, którym nie straszny gorąc i skwar.
I ETAP – Mareeba – Irvinbank 86 km/1100 mDzień rozpoczął sie od porannego marudzenia, "czemu tak wcześnie, głupi wyścig, znowu jeść ten makaron ,etc.". Najedzony, ubrany, gotowy do wyjazdu, spakowany w Van JJ's Backpackers wyruszyliśmy na zbiórkę do Meteor Car&Truck Rentals. Na miejscu spotkałem Pittera i Mikkel'a z Danii, z którymi później wiele godzin przegadałem. Na zbiórce był juz Schaubauer, chyba największy pechowiec wyścigu(bardzo silny, bardzo szybki, na etapach zajmował nawet 2 miejsce, ale podobnie jak mi nie było mu pisane szczęście). Na parkingu stało juz wiele jeepów i ciężarówek czekających na załadunek, byli juz Czesi, z swoimi 5 jeepami, byl Moozes, byl D'store. Wypas rowery. Jednak tłum dopiero nadciągał - ok godziny 0830 podstawione zostały 3 autokary i cala reszta zawodników na rowerach dojechała na zbiórkę. W wielkim konwoju na 40-50 pojazdów tuz przed 9 rano wyruszyliśmy do Mareeby. Cale półtorej godziny spałem przytulając sie do swojego Camelbaka. Gdy dojechaliśmy do Mareeby, nie było widać ze jakiś wyścig ma sie tu odbyć, parking był pusty, brak flag i banerow. Organizatorzy GERHARD i REGINA w ciągu 30 min rozbili miasteczko, namioty, nagłośnienie, poczęstunek. 1 Etap, to pierwsze i ostatnie momenty gdy kolarze robili rozgrzewki, każdy każdemu chciał cos udowodnić przed startem, albo postraszyć. Na mojej rozgrzewce, zostałem zaatakowany przez ptaka, nie znam jego nazwy ale był biało czarny - pełno tu takich. Ptak prawdopodobnie broniąc swoich gniazd lotem pikowym przywalił mi prosto w kask, później chciał to powtórzyć ale juz 2 raz nie trafił. Start odbył sie punktualnie, najpierw jechaliśmy przez miasto za wozem policyjnym, później jakieś 2 km za miastem policja zjechała na bok, Regina i Gerhard wyjechali na prowadzenie, i zaczęło sie! Od razu peleton mocno przyśpieszył, by zgubić kogo sie da, załapałem sie do pierwszej grupy uciekinierów w której w większości jechali Czesi(pozniej sie okazalo zwycięzcy CT), trzymałem sie z nimi przez jakiś czas ale na 3 lub 4 podjeździe nie wytrzymałem tempa. Wiał wiatr z przodu nie dałem rady ich dogonić, wiec zostałem i czekałem aż dojedzie następna grupa. Po 3 minutach dojechali, i bardzo powolnym tempem kontynuowaliśmy jazdę dalej. Po 1 bufecie gdy skrecilismy i zaczelismy kierowac sie w strone gor, gdy zaczely sie pierwsze podjazdy, zorientowalem sie ze jestem duzo przed grupa, wlasciwie to jej już nie widzialem, i nawet nie zwalnialem by na nia poczekac. Jechalem przez nastepne 20 km samotnie, od czasu do czasu wyprzedzajac „odpadki”. Czasami to ja bylem takim „odpadkiem”. Po 2 bufecie, ktory obslugiwala jedynie Regina(Depot volounteers , nie znalezli drogi), ktos dosłownie odcial mi prad, być moze spowodowane to bylo temperatura, moze zbyt szybkim tempem, albo moze innym czynnikiem. W kazdym badz razie teraz ja bylem odpadkiem przez nastepne 20 km az do samej mety. Do mety dojechalem razem z Karen, Christophem (jej mezem) i jeszcze z kims (na ramie BMC, finiszowalem z nim i wygralem). Na mecie bylem zmeczony, glodny i potwornie niezadowolony, z wyniku. Pojechalem po swoje rzeczy, rozbilem namiot, wykapalem się. Potem zwiedzilem Irvinebank, czyli pojechalem 1 km w jedna strone i 1 km w druga strone. Gdy poszedlem sprawdzic wyniki nie bylo tak zle, bylem na 31 pozycjii. Pomiedzy tym kiedy wjechalem na mete a obiadem bylo ponad 4h (!). To jest naprawde bardzo duzo zwarzywszy an to ze przedemna jeszcze 9 etapow...Organizm nie jest w stanie przyswoic wiecej niz 100gr wegloodanow na raz, a co to jest 100gr weglowodanow na kolacje gdy podczas wyscigu spalamy srednio 700gr a przy dlugich etapach nawet ponad 1kg! To byla tylko zapowiedz tego jak duzo zrzuce wagi na tym wyscigu. O 18, byl juz wyblagany obiad, niedobry!!! jakas pomidorowa masa z makaronem, blee. Ale nie ma co wybrzydzac, zjesc trzeba! Po obiedzie dekoracja zawodnikow, bazgranie w notatniku i pora spac. Rano pobodka o 6 i czas na kolejny etap.
|