|
Zapraszam do przeczytania relacji napisanej przez Enresta z dalszej części jego podróży rowerowej wzdłuż wybrzeża.
Swoje przeżycia z dalszej drogi opisuje tak :
"Czekałem trzy dni na poprawę pogody w Słupsku. Dopiero w niedzielę późnym popołudniem ustały szalejące burze oraz wichury i zrobiło w miarę sucho i ciepło (ok 20 st C). Postanowiłem więc jechać dalej - wybrałem drogę przez asfalt żeby nie wkopać się w błoto. Moja trasa przebiegała przez wsie: Siemianice-Lubuczewo-Wrzeście-Żelkowo-Choćmirówko-Główczyce-Pobłocie-Cecenowo-Wicko-Charbrowo-Steknica. Sielankowe widoki były przepiękne, trasa prowadziła mnie raz pod górę, raz z górki, była raczej spokojna, bez samochodów. Większość zmotoryzowanych raczej jechała w przeciwnym kierunku, z powodu zapowiadanej słabej pogody nad morzem. Po około 2 h 15 min udało mi się dotrzeć do znajomych w Łebie. Trasa tego dnia liczyła ok. 60 km.
W Łebie spędziłem cztery doby w apartamencie razem ze znajomymi. Przez ten czas rower stał w garażu, a ja oddawałem się rozrywkom tegóż kurortu - głównie grą na automatach i w bilarada, ponieważ pogoda nie pozwalała na nic lepszego. Uroku tej Łebie dodawały jedynie piękne dziewczyny z całej Polski;) Ekscytująca była kąpiel w morzu przy 18 st. C - niezwykle orzeźwiające przeżycie:D
W czwartek miałem zamiar jechać dalej na wschód. Wtedy również czekałem do późniejszego popołudnia na poprawę pogody - około 17:30 przestało wreszcie padać i można była wyruszać w dalszą podróż. Zapakowałem namiot i śpiwór na bagażnik, założyłem plecak i jazda! Tym razem, dla odmiany, wybrałem drogę przez las. Pojechałem nad Jeziorem Sarbsko zieloną trasą rowerową R-10. Początkowo trzymałem się szlaku rowerowego - później skakałem po rozmaitych szlakach prowadzących przez przepiękny las. W nim czekało mnie nie lada wyzwanie - dużo błota i kałuż pozostałych po ulewach oraz korzenie na których ślizgało się obciążone tylne koło. Po mojej lewej stronie widziałem początkowo wydmy, a po prawej (miejscami) wspomniane jezioro. Dalej ze szlaku można było obserwować morze. Pomimo wszelkich trudności był to moim zdaniem najładniejszy odcinek. Spotkałem na swojej drodze sarnę, która przebiegła przed moim rowerem, co juz pewnie nie zdziwi uczestników naszej wyprawy. Zaskoczeniem jednak był przelot śmigłowca wojskowego na wyskokości około 30 m nad plażą, który zapewne wystraszył nie tylko mnie ale również niewielką ilość plażowiczów. Niedaleko za Latarnią Stilo zjechałem, na wyskokości wejścia 48, na plażę. Pogoda zrobiła się tak ładna, że postawiłem się wykąpać w morzu. Było to przyjemniejsze niż na zatłoczonych plażach w Łebie - było mało ludzi , a plaża była bardzo szeroka i ubita. To mnie skłoniło do tego, aby pojechać chociaż kawełek plażą. Po szybkiej kąpieli ubrałem strój rowerowy, założyłem placak i ruszyłem. Można było jechać niemalże całą szerokością plaży, a rower nie zapadał się w ziemie- cudowne uczucie :) Początkowo jechałem tak jak w lesie ok 20-25 km/h, później zdecydowanie wolniej. Nie byłem jedynym tak podróżującym rowerzystą - jednkaże jedynym z bagażem. Jeszcze więcej emocji wzbudziła we mnie jazda po wyciszających się na plaży falach, tym bardziej że woda dzięki zachodowi słońca miała piękny pomarańczowo- różowy kolor. Było tak wspaniale, że postanowiłem jechać plażą aż do Władysławowa. Podróż do plaży w Białogórze przebiegała bez większych problemów. Dopiero później piasek stawał się coraz bardziej uciążliwy i mniej utwardzony - trzeba było jechać tuż przy wodzie, aby się nie zakopać, no i oczywiście omijać spacerujących plażowiczów (w szczególności trzeba było uważać na biegające dzieci!). Rowerzysta na plaży wywoływał różne uczucia wśród ludzi począwszy od zażenowania "weź przejdź bo jedzie ten... Rowerzysta!" kończąc na zachwycie "wow! świetny pomysł, zazdroszczę!" :D Niektórzy ludzie nawet robili mi zdjęcia, które w połączeniu z tym zachodem słońca wyszły zapewne przepięknie :) Jednakże nie jechałem samym piaskiem, musiałem także pokonywać wpływające do Bałtyku małe rzeczki. Nie dało rady przez nie czasem przejechać ponieważ miały dość głębokie i nierówne koryta i trzeba było przechodzić w wodzie. W jedną z nich wjechałem zdecydowanie i szybko no i... ku mojemu zdziwieniu, wpakowałem się w wodę po kolana:D Nieźle się śmiały ze mnie dwie dziewczyny, które patrzyły jak bez zastanowienia wskakuje do wody i przeprowadzam rower na drugą stronę rzeczki ;) Plażą udało nie udało mi się dojechać tak jak planowałem do Władka. Z powodu miękkiego piasku, bólu bleców (z powodu pochylenia plaży) i braku wody musiałem zjechać w Karwi na asfalt. Z tamtąd miałem już tylko 15 km do kurortu Władysławowo. Było już ciemno i zimno. Zrobiłem sobie postój na uzupełnienie zapasów, a Chłapowie zatrzymałem się na na pysznego hot-doga z warzywami który dodał trochę sił. Do Władysławowa po drodze asfaltowo-brukowej dotarłem tuż przed 23. Podróż trwała więc ok. 5 h. Dystans tego dnia 59 km. Dalej udałem się pociągiem do mojej rodziny w Bydgoszczy. A następnie pozwiedziałem jeszcze trochę Kujawy:)
Pozdrawiam serdecznie uczestników TRASY NADMORSKIEJ i gratuluje wszystkim wytrwałości! W szczególności najmłodszej Anii." Ernest
|